wtorek, 25 czerwca 2019

177. Wypadek bez prawa jazdy i brak kary

Źródło: KMP w Jeleniej Górze, podinsp. Edyta Bagrowska, tel. 604 – 580 – 490

Jak podaje st. asp. Monika Kaleta, kilka dni temu policjanci z Wydziału Prewencji z komisariatu w Jeleniej Górze zatrzymali znanego im, także z powodu pozbawienia go prawa jazdy, 30-latka, który poruszając się samochodem marki BMW, nie reagował na sygnały świetlne i dźwiękowe kontroli drogowej. Uciekając przed Policja zakończył jazdę w ślepej ulicy. Przedstawiono mu 10 zarzutów, w tym 9 o kierowanie pojazdem wbrew decyzji o cofnięciu mu uprawnień. Teraz za popełnione przestępstwa grozi mu do 5 lat pozbawienia wolności.

A teraz inny osobnik, który powodując wypadek z pieszym, jadąc bez prawa jazdy, które utracił w 2009 roku z powodu przekroczenia dozwolonej ilości punktów karnych, na dodatek pojazdem bez ważnego przeglądu technicznego i ubezpieczenia OC, w majestacie prawa unika kary i odpowiedzialności, gdyż nie popełnia przestępstwa.  Na pierwszy rzut oka wydaje się to niemożliwe, a przynajmniej podejrzane.  

Otóż znany dziennikarz Piotr Najsztub w październiku 2017 r. potrącił, przechodzącą przez jezdnię na wyznaczonym znakami przejściu dla pieszych, 77-letnią kobietę  Potrącenie nie było na szczęście groźne w skutkach, być może z tego powodu, że wg biegłych jechał, pomimo dozwolonej administracyjnie wyższej prędkości, z prędkością zaledwie 20 km/godz, czyli z taką jaka obowiązuje na większości progów zwalniających  i w strefie zamieszkania, w której to  piesi mają bezwzględne pierwszeństwo. Tak mała prędkość, ma gwarantować, że zachowując szczególną ostrożność, kierujący będzie w stanie niemal natychmiast zatrzymać pojazd np. w związku z bawiącymi się na jezdni dziećmi. 

Nie wiadomo czy piesza weszła przed czy w samochód, faktem jest, że po dwóch latach sąd uznał, że Piotr Najsztub zbliżając się do przejścia zachował szczególną ostrożność, a piesza wchodząc na przejście, z nieustaloną przez sąd prędkością, tej ostrożności nie zachowała, w związku z czym obwinionego uniewinniono od stawianego mu zarzutu.nieumyślnego spowodowania wypadku poprzez niedostosowanie prędkości jazdy do warunków ruchu.  Innymi słowy nie udowodniono kierującemu, że jadąc z tak niską prędkością, świadomie wjechał w przechodzącą przez przejście osobę i nie nam rozstrzygać, kto na tym przejściu kogo "napastował". Wyrok wzbudził wiele kontrowersji i sprowokował wiele nieuprawnionych wypowiedzi, ale nie to jet tu najważniejsze. Ważne jest to, że nie doszło do tragedii. 

Wielu natomiast, wydaje się słusznie, zbulwersował inny fakt, a mianowicie bezkarne prowadzenie  pojazdu przez Piotra Najsztuba bez prawa jazdy. Wystarczy porównać to z zarzutami stawianymi kierowcy z Jeleniej Góry, o czym pisałem na samym początku.  Nie ulega wątpliwości, że prowadzenie samochodu po cofnięciu uprawnienia, to przestępstwo karane więzieniem do lat dwóch.  Dlaczego zatem nie skierowano wniosku o ukaranie Piotra Najsztuba za to przestępstwo?

Otóż dlatego, że przestępstwa, dzięki starostwu  powiatowemu w Piasecznie, gdzie mieszka Piotr Najsztub, nie było. Policja wysłała tam, zgodnie z obowiązującymi procedurami, zatrzymane prawo jazdy wraz z wnioskiem o cofnięcie uprawnień. Starosta powinien to niezwłocznie uczynić i powiadomić zainteresowanego na piśmie o takiej decyzji. Niestety nie dopełnił swoich obowiązków i nie pozbawił pirata drogowego uprawnień do prowadzenia pojazdów mechanicznych, a ten lekceważąc sam fakt odebrania mu dokumentu prawa jazdy, nadal bezkarnie poruszał się po drogach publicznych. W rozumieniu obowiązującego prawa popełniał jedynie, niestety świadomie i bez wątpienia wielokrotnie, wykroczenie drogowe, za które grozi mandat w wysokości 50 zł. 
Ryszard Roman Dobrowolski


piątek, 14 czerwca 2019

176. Instruktor OSK, motocyklista Tomasz Kulik o progu zwalniającym i nie tylko

Urzędnicy oraz instruktorzy nauki jazdy są bezkrytyczni wobec egzaminatorów i dyrektorów WORD, teraz już tylko tych z czasu sprzed wymiany ich na partyjnych kolesi i kolesiówny, z czym mamy do czynienia od kilku już lat.

Urzędnicy, z natury rzeczy zachowawczy, nie ryzykujący karierą, bezpiecznie powielają to co poprzednicy, niestety zwykle bez zrozumienia nawet tego w co wierzą. Natomiast instruktorzy i właściciele OSK, także dbając o swój interes i tzw. zdawalność, pozwolili na całkowite ubezwłasnowolnienie się przez WORD-y. Podobnie egzaminatorzy muszą wykonywać polecenia egzaminatorów nadzorujących, szczególnie teraz, gdy dyrektorami są politycy.

W każdym WORD, od momentu ich powstania w 1998 roku, obowiązuje prawo zwyczajowe wg którego w danym WORD ocenia się wiedzę i umiejętności egzaminowanych. Niestety od 20 lat jest ono oparte na starym Kodeksie drogowym z 1983 roku oraz na wymysłach interpretacyjnych czynionych przez jego współtwórców i komentatorów.

Mierni ale wierni władzy PRL urzędnicy,  wspierani przez takich jak oni kolesi, ulokowali się w nowej rzeczywistości w licznych biznesach, fundacjach i stowarzyszeniach stając się ponownie wpływowymi postaciami życia publicznego.   I nie byłoby w tym nic nagannego, gdyby nie to, że dbając o swój autorytet, dawne wpływy i interesy, uwierzyli na słowo w brednie byłego wieloletniego ministerialnego urzędnika, pomimo braku właściwego wykształcenia i wiedzy, odpowiedzialnego w PRL przez ponad 30 lat, za prawną regulację ruchu drogowego,  że nowe prawo drogowe z 1997 roku, co do podstawowych zasad ruchu zgodne z prawem europejskim, jest złe i zostanie niebawem zmienione. Uwierzyli, że w praktyce WORD należy stosować stary Kodeks drogowy z 1983 roku, na którym zostali wychowani. Nikt nowego prawa, co do podstawowych zasad ruchu jednoznacznego i elementarnego, zgodnego z umowami międzynarodowymi, nie zmienił, gdyż do ich przestrzegania Polska zobowiązała się w 1988 roku.

Niestety, co dla wielu wyda się nieprawdopodobne, prawdą jest, że  praktyka WORD jest do dziś  dnia oparta na tym starym kodeksie drogowym z 1983 roku i wymysłach interpretacyjnych jego współtwórców. Praktyka WORD, wydawać by się mogło, że bezapelacyjnie zgodna z obowiązującym od 20 lat prawem, ma wpływ nie tylko na rozumienie prawa przez kierujących, ale także na praktykę służb drogowych, inżynierię ruchu, dziennikarzy i szeroko rozumianą edukację komunikacyjną.

Na pytanie dlaczego to wciąż trwa, a wszelkie krytyczne głosy, w tym moje starania o normalność, są lekceważone, odpowiedziałem wyżej. Na szczęście coraz więcej wyroków i rozstrzygnięć Policji, sprzecznych z praktyką WORD, otwiera myślącym oczy i prowokuje do samodzielnego myślenia i poszukiwania prawdy. 

Trudno liczyć na to, że kadra instruktorska przejrzy na oczy, bo od pewnego czasu bezwolnie poddaje się przemyślanym działaniom  Fundacji Zapobieganie Wypadkom Drogowym i jej mocodawców zainteresowanych pełną kontrolą rynku szkoleniowego. Chcą  zintegrować w jednym samorządzie zawodowym instruktorów OSK z egzaminatorami WORD, po to by w konsekwencji oddać szkolenie w ręce kilku wybranych, dużych ośrodków, tak jak to już było za czasów PRL, kiedy na rynku był tylko LOK, PZM i ZDZ. 

Na szczęście są jeszcze samodzielnie myślący instruktorzy, którzy mają odwagę napisać prawdę nie tylko o kardynalnych błędach w oznakowaniu dróg, ale także na temat kolegów z branży, egzaminatorów i państwowych urzędników.

Polecam artykuł z 11 lutego 2019 roku, będący wypowiedzią zawodowego motocyklisty, instruktora nauki jazdy i techniki jazdy, byłego kierowcy JW GROM, pana Tomasz Kulika z Warszawy. 



W uzupełnieniu do tego artykułu dodam, że sprawa rozbieżności w interpretacji znaczenia znaku ograniczenia prędkości na progach i za nimi, została sprowokowana właśnie przez ministerialnego urzędnika, o czym na końcu wpisu.


Tomasz Kulik,(fot. KULIKOWISKO)

Szanowni Państwo,

piszę w nawiązaniu do materiału poświęconego interpelacji pana posła Józefa Lassoty w sprawie dozwolonej prędkości za progiem zwalniającym, gdy wcześniej obowiązywał znak B-33 wyrażający ograniczenie prędkości.

Skąd w ogóle dyskusja na ten temat? Przecież rozporządzenie w sprawie znaków i sygnałów drogowych podaje wprost, jak obowiązuje znak ograniczenia prędkości - vide cytat: 27. 1. Znak B-33 „ograniczenie prędkości” oznacza zakaz przekraczania prędkości określonej na znaku liczbą kilometrów na godzinę. Dopuszczalna prędkość określona na znaku obowiązuje, z zastrzeżeniem ust. 4 i § 32, do miejsca: 1) wprowadzenia innej dopuszczalnej prędkości znakiem B-33 lub B-43, 2) umieszczenia znaku D-40 oznaczającego początek strefy zamieszkania, 3) umieszczenia znaków oznaczających odpowiednio początek lub koniec obszaru zabudowanego, o których mowa w § 58 ust. 3 i w § 114 ust. 1 pkt 1 i 2. Czy tu jest napisane, że próg zwalniający, o którym informuje znak A-11a odwołuje dyspozycję znaku B-33? Nie! Zatem wszelkie dyskusje na ten temat nie mają podstaw, bo tak, jakby specjaliści w branży nie czytali aktów prawnych. A może niektórzy nie czytają?

Prawdą jest, że są instruktorzy, którzy ustaw i rozporządzeń nie znają, nie czytają, nie wiedzą gdzie szukać odpowiedzi na pytania o prawo o ruchu drogowym. Prawda jest, że są też egzaminatorzy o niepełnej wiedzy, pełniący obowiązki mimo braków w wyszkoleniu. Prawdą jest też, że wielu urzędników nie czyta właściwych źródeł prawa i zatwierdza durne oznakowanie dróg. Przykładem niech będzie nagminne stosowanie kilku znaków ograniczenia prędkości, gdy dana droga jest wyposażona w kilka progów. Czyli - przykładowo - mamy kilkaset metrów drogi bez skrzyżowań, kilka progów poprzedzonych w każdym przypadku znakami A-11a i B-33. Czyli można zastosować kilka kompletów znaków zamiast jednego na początku hipotetycznej drogi, wzbogaconego o stosowną tabliczkę uzupełniającą, z której wynika informacja o długości odcinka występowania progów. Opisany przypadek jest bardzo częsty w Polsce, a z czego wynika?

Mam dwie propozycje, do wyboru. Patologia w oznakowaniu wynika z:

1) korupcji urzędników przez podmioty wykonujące oznakowanie dróg, na zlecenie zarządców tychże.

2) niewiedzy-niekompetencji projektanta.

Niezależnie, czy wybierzemy przypadek pierwszy lub drugi, ktoś musiał zły projekt zaakceptować i zlecić jego wykonanie w naturze. Zatem osoba ta może być skorumpowana albo (mniejszy kłopot) niekompetentna. Albo - albo, ocenę pozostawmy służbom. Jeśli urzędnik przyjął korzyść w zamian za zatwierdzenie projektu, gdzie samorząd zakupi trzy-cztery razy więcej znaków niż potrzeba, to jest przestępcą i powinien ponieść karę. Jeśli jednak jest niekompetentny i taki projekt zatwierdza w niewiedzy, to też nie powinien być urzędnikiem, bo źle gospodaruje funduszami samorządu. Nadmiar znaków na drogach powoduje, że są mniej czytelne, kierujący częściej się do nich nie stosują, a gdy często widzą ewidentnie złe oznakowanie, to nawet w miejsc oznakowanych prawidłowo częściej zachowują się nonszalancko. Natomiast powszechne przekonanie, że próg zwalniający odwołuje ograniczenie prędkości wyrażone znakiem B-33 umieszczonym wraz ze znakiem A-11a, wynika właśnie z powszechnych błędów w oznakowaniu dróg z progami zwalniającymi. Przeciętny obywatel może sobie myśleć, że urzędnik jest fachowcem i przecież nie zezwoliłby na nieprawidłowe oznakowanie. Niestety, bywa inaczej...

Uprzedzając pytania o Dz.U. 220, czyli świętą cegłę drogownictwa odpowiadam: czytałem - tam też nie jest napisane, że próg odwołuje ograniczenie prędkości.

Z wyrazami szacunku i życzeniami bezpiecznej drogi,

Tomek Kulik (Warszawa)

W uzupełnieniu pragnę przypomnieć, że problem prędkości za progiem zwalniającym narodził się w 2008 roku, za sprawą ministerialnej odpowiedzi dyrektora Departamentu Transportu Drogowego o znakach  TD-7km-053-35/08, na zapytanie WORD Gdańsk.  

Dyrektor Andrzej Bogdanowicz poinformował wówczas w tym piśmie, że znaczenie i zakres obowiązywania znaku B-33 na progu zwalniającym określa pkt 8.1 zał. nr 4 do rozporządzenia Ministra Infrastruktury z dania 3 lipca 2003 r. w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych (Dz. U. Nr 220 poz.2181). Stwierdził wtedy, że przywołane przepisy stanowią, że znak B-33 umieszczony na jednym słupku wraz ze znakiem A-11a oraz z tabliczką T-1 (rys. 8.1.8 ww zał.),wskazuje prędkość graniczną przejazdu przez próg zwalniający. W związku z powyższym w przedstawionym układzie znaków drogowych, prędkość wskazana na znaku B-33 odnosi się jedynie do miejsca umieszczenia progu zwalniającego.

Powyższe stanowisko prezentował także w swojej opinii mgr inż. Adam Rezy z Instytutu Ekspertyz Sadowych w Krakowie. Uznał on, że skoro po obu stronach progu ustawione są znaki ograniczenia prędkości do 20 km/h, a na odcinkach drogi przed progami nie ma takiego ograniczenia, to nie ulega wątpliwości, że nie ma żadnego uzasadnienia dla tak znacznego ograniczenia prędkości tylko dla jednego kierunku, zatem to ograniczenie dotyczy jedynie odcinka drogi pomiędzy tymi znakami.

Prawda jest taka jaką od zawsze prezentowała Policja i sądy, a mianowicie, że znak ograniczenia prędkości odwołuje znak lub skrzyżowanie w rozumieniu zasad ruchu.  Jeżeli zatem ograniczenie ma dotyczyć tylko progu, to za progiem ma stać znak znak odwołania tego ograniczenia, a jeżeli ograniczenie ma dotyczyć całego odcinka drogi z jednym lub wieloma progami, to ograniczenie ma stać na początku tej drogi.

Ryszard Roman Dobrowolski

czwartek, 6 czerwca 2019

175.. Rondo turbinowe. Jedź bezpiecznie. 749 popis niewiedzy Marka Dworaka

Kolejny odcinek "Jedź bezpiecznie" i kolejny raz Marek Dworak daje dowód na to, że jest . "ekspertem" jedynie z racji zajmowanego stanowiska i pełnionej funkcji,  a nie wiedzy. Kolejny raz tworzy własne zasady ruchu, na dodatek sprzeczne z obowiązującym prawem i ideą rozwiązania komunikacyjnego, jakim jest tzw. rondo turbinowe. 
  Niestety dyrektorzy MORD oraz lokalni policjanci, nie widzą kardynalnych błędów w oznakowaniu polskich rond odśrodkowego, a takim jest rondo turbinowe. Jedni na nich egzaminują, a drudzy rozstrzygają o winie w imieniu państwa 

Niestety dla nich, tak jak dla drogowców z GDDKiA  znak C-12 "ruch okrężny", to nadal znak nakazu kierunku jazdy z prawej strony wyspy środkowej ronda wg starego Kodeksu drogowego z 1983 roku, a nie znak nakazu organizacji ruchu "ruch okrężny" wg Konwencji wiedeńskiej o ruchu drogowym i obowiązującego od 20 lat polskiego prawa. 

Dla złożonych budowli typu rondo nie ma, ani w polskim, ani w obowiązującym Polskę prawie o ruchu drogowym, żadnych specjalnych zasad ruchu, gdyż to, niezależnie od organizacji ruchu i wielkości tego typu obiektu, zawsze zbiór  skrzyżowań, a nie w całości  jedno skrzyżowanie.

Przypominam, że stare prawo PRL, w którym  m.in. ograniczono znaczenie znaku C-12, czyniąc z niego symbol ronda i jedynie odpowiednik znaku C-9, a drogę dwujezdniową uczyniono elementarną dla zasad ruchu, nie obowiązują już od 20 lat. Niestety nie w mentalności dyrektorów WORD i urzędników GDDKiA, dla których obecne prawo, od dwóch dekad zgodne z prawem europejskim, nie istnieje. Nie będę mówił tu o instruktorach i wykładowcach ośrodków szkolenia kierowców, gdyż to ubezwłasnowolniona przez egzaminatorów nadzorujących grupa zawodowa pozbawiona możliwości samodzielnego myślenia i przeciwstawianiu się bezprawiu. To nie oni, a pokrzywdzeni przez egzaminatorów egzaminowani wygrywają sprawy w sądach. Nikt z nich, nawet jak właściwie rozumie obowiązujące od dwóch dekad prawo, nie będzie się narażał ignorantom z WORD.
  

Czym jest zatem rondo turbinowe i jaka jest idea tego rozwiązania komunikacyjnego? Pomysł ronda turbinowego (turborotonde) narodził się w Holandii w 1996 roku. Stworzył je i opisał inż. Bertus Fortuijn (od 2001 roku doktor nauk technicznych), z którym miałem przyjemność korespondowania. 

Pierwsze rondo turbinowe zbudowano w Holandii w 2000 roku.

 Rondo turbinowe w Reeuwijk w Holandii  nazwane w 2002 roku  imieniem jego wynalazcy

Ideą ronda turbinowego, czego nadal nie rozumieją eksperci z WORD, w tym ten z MORD w Krakowie,  jest trwałe rozdzielenie strumieni ruchu bez prawa do zmiany pasa ruchu zarówno na jego skrzyżowaniach wlotowych, jak i na odcinkach między nimi. Zmiany pasa ruchu na skrzyżowaniu zabraniają przepisy, także polskie, i na rondzie turbinowym dodatkowo utrudnia specjalne podcięcie wyspy w miejscu pojawienia się lewego pasa ruchu. Podwójna linia przerywana jest linią prowadzącą, przekraczalną jedynie dla wjeżdżających, czyli dla ruchu poprzecznego.

Na tych odcinkach zmiany pasa ruchu zabraniają linie ciągłe wsparte wystającymi  ponad jezdnię prefabrykowanymi separatorami. Na pierwszych tak zorganizowanych rondach ostrzegał o nich napis na żółtym tle na umieszczonej na wyspie tablicy prowadzącej (zdjęcie u góry).

Co równie ważne, to to że na wyspie umieszcza się w jedynie holenderski znak "rotonde", będący odpowiednikiem naszego  znaku C-9 stawianego na wyspach rond o dowolnej organizacji ruchu. Nie jest to, pomimo podobnego piktogramu, odpowiednik znaku D,3  "obowiązujący ruch okrężny" wg Porozumień europejskich i Konwencji wiedeńskiej, czyli nasz znak C-12 obowiązujący w Polsce od 1999 roku.

Separatory montowane są już na odcinkach dolotowych do ronda, co ma uświadomić kierującemu nietypową organizację ruchu. Dodatkowo wspierają kierującego, odzwierciedlające rzeczywisty przebieg pasów ruchu, także jedynie holenderskie strzałki kierunkowe typu kołowego, których nie ma ani w naszym, ani w europejskim prawie o ruchu drogowym. Na wszystkich wlotach stoją samotne znaki A-7, gdyż żadne rondo i żadne tak nazywane  skanalizowane wyłączoną z ruchu wyspą środkową skrzyżowanie dróg publicznych nie jest, pod względem zasad ruchu, nigdzie na świecie, w całości jednym skrzyżowaniem. Podstawowych typów rond turbinowych jest dziewięć. Rys. 1 przedstawia rondo turbinowe typu EEG, czyli takie jakie wybudowano w Nowym Targu. 

Rys. 1
Holenderskie rondo turbinowe z separatorami i strzałkami kierunkowymi typu kołowego
(Vademecum kierującego, R.R. Dobrowolski, 2019)

W naszych warunkach separatory są wyrywane przez niechlujnie jeżdżących kierowców samochodów  ciężarowych oraz pługi odśnieżające. Dlatego coraz częściej, zamiast separatorów stosuje się umownie, gdyż brak jest jednoznacznych przepisów  techniczno-budowlanych dla tego typu obiektów, dwie linie ciągłe z czerwoną masą chemoutwardzalną miedzy nimi (rys. 2). 

Ponieważ nie ma ta organizacja ruchu nic wspólnego z ruchem okrężnym w rozumieniu nakazu znaku C-12, tak zorganizowana budowla nie ma prawa być znaczona tym znakiem. 

Ta narodzona w Krakowie ogólnopolska patologia opiera się na wymyśle współtwórców Kodeksu drogowego z 1983 roku, czyli na bezprawnym uznaniu ronda, wtedy o jednym okrężnie biegnącym pasie ruchu, w całości, pod względem zasad ruchu, za jedno klasyczne skrzyżowanie z jezdniami, pomimo nakazu znaku C-12,  biegnącymi od wlotu do wylotu. 

Nasze prawo drogowe zmieniono 20 lat temu na zgodne z prawem europejskim, ale wpływowi ignoranci z czasów PRL nie raczyli tego zauważyć. Ponieważ zdefiniowane ustawą Prawo o ruchu drogowym elementarne skrzyżowanie nie może mieć podporządkowanych wszystkich wlotów, to wymyślono sobie, że należy do tych znaków dodać znaki C-12, na co nie pozwala prawo. Po pierwsze budowla typu rondo to zespół skrzyżowań, a po drugie prawo pozwala dodać znak A-7 do znaku C-12, w celu odwrócenia pierwszeństwa przy "ruchu okrężnym", a nie odwrotnie. 

Wiemy zatem, że rondo jest zespołem skrzyżowań, że znak C-12 na wlotach ronda odśrodkowego, czyli z jezdniami biegnącymi na wprost do wylotów, tu turbinowego, pełni, niestety w sposób nieuprawniony rolę znaku C-9 stawianego na wyspie ronda. Wiemy także, że strzałki kołowe nie są dopuszczone do stosowania ani w Polsce, ani w Europie, dlatego rzeczywisty przebieg pasów ruchu na polskim rondzie turbinowym musi być zgodny z klasycznymi strzałkami kierunkowymi P-8. Ponieważ kierujący ma obowiązek zająć właściwe miejsce na jezdni przed wjazdem na skrzyżowanie, właśnie po to, by nie zmieniać pasów ruchu będąc już na  nim. Wbrew naukom dyrektora Dworaka, nie ma prawa do zmiany pasa ani w miejscu uskoku wyspy, ani przed jego opuszczeniem. Na rysunku 2 



Rys. 2
Rondo turbinowe oznakowane zgodnie z europejskim i polskimi prawem o ruchu drogowym
(Vademecum kierującego, R.R. Dobrowolski, 2019)

Każda budowla typu rondo z jednokierunkowym układem jezdni, który powstał w wyniku skanalizowania ruchu, jest budowlą złożoną ze skrzyżowań, z których każde spełnia wymagania definicji skrzyżowania zawartej w art. 2.10 ustawy Prawo o ruchu drogowym. 

Jak należy pokonywać takie budowle? Zgodnie z obowiązującym Kodeksem drogowym i zastosowanym oznakowaniem, także kierunkowym. 

Brak możliwości zmiany pasa ruchu uniemożliwia objechanie wyspy przez wjeżdżających z jednopasowych wlotów, co jest podstawową wadą tego typu rozwiązania.

Dlatego w polskich warunkach, pozwalając na zmianę pasa ruchu z prawego na lewy, lepszym rozwiązaniem jest  rondo spiralne z odcinkami przeplatania potoku pojazdów  (rys. 3). Pojawia sie spiralnie lewy pas ruchu, na który można wjechać jeszcze przed skrzyżowaniem wlotowym, zatem nie łamiąc obowiązującego prawa. 

 Rys. 3
Rondo spiralne oznakowane zgodnie z europejskim i polskimi prawem o ruchu drogowym
(Vademecum kierującego, R.R. Dobrowolski, 2019)

Zajmijmy się teraz rondem turbinowym w Nowym Targu (rys. 4) i naukami osoby odpowiedzialnej za bezpieczeństwo ruchu drogowego oraz edukację komunikacyjną, dzięki YT nie tylko w Małopolsce. 


Rys. 4
Malowane rondo turbinowe w Nowym Targu (mapy Google)


Rondo turbinowe w Nowym Targu to "malowana" budowla typu EGG, która  ma dwa wloty dwupasowe i dwa jednopasowe (jeden z wlotów dwupasowych ma prawy pas ruchu tylko do skręcania w prawo). Na jezdni namalowano strzałki kierunkowe P-8, którym nie odpowiada rzeczywisty układ pasów ruchu. Wg strzałki na lewym pasie ruchu, od dołu rysunku 4, jadąc zgodnie ze wskazaniem strzałki na wprost jedzie się tak oznaczonym pasem ruchu do przeciwległego wylotu bez z miany pasa ruchu i kierunku jazdy. W rzeczywistości lewy pas ruchu zmienia swój kierunek w lewo i na przeciwległym wylocie kierujący musi skręcić z tego pasa w prawo. Wbrew strzałce jadąc na lewą stronę tego ronda, nie zmienia kierunku jazdy w lewo. Do wylotu po lewej  jedzie na wprost.         


Strzałki kołowe (rys. 5) zastosowane jako nieformalny znak informacyjny, mają uświadomić kierującemu, że nie będzie on mógł zmienić pasa ruchu. natomiast pasy ruchu mają obowiązek biec zgodnie ze strzałkami P-8. To, że kierujący zbliża sie do budowli typu rondo uświadamia mu tablica przeddrogowskazowa, a  kierunkowe oznaczenie wlotów. powiadamia go o odśrodkowym układzie jego pasów ruchu. Dlatego, szczególnie gdy na rondach odśrodkowych jest bezprawnie montowany znak C-12, zaprzeczający tej organizacji ruchu, także  jednopasowy wlot, tak jak w Holandii, powinien być oznaczony kierunkowo. Dzięki temu kierujący wie, że wjeżdża na budowlę typu rondo zorganizowaną odśrodkowo, a nie okrężnie. 

Rys. 5
Znak F-10  i sprzeczne z nim poprowadzone pasy ruchu wg dolnych strzałek kołowych typu holenderskiego 

Rys. 6
Przekraczanie linii ciągłej to wynik prostowania toru jazdy z powodu niechlujstwa i zbyt dużej prędkości 


3:54 i 6:30.  Dyrektor Dworak zmienia pas ruchu na skrzyżowaniu, czym łamie obowiązujące prawo i swoim nagannym postępowaniem zaprzecza idei "ronda turbinowego". 


Rys. 7
Na rondzie turbinowym jedziemy wzdłuż linii prowadzącej i nigdzie nie zmieniamy pasa ruchu

Na domiar złego Marek Dworak stwierdza, że takie zachowanie jest naturalne (zmiana kierunku jazdy w lewo przy wyspie), nie zwracając uwagi na to, że nie zmienia w tym miejscu (skrzyżowanie) kierunku jazdy, lecz zmienia pas ruchu z prawego na lewy

2:26. Nic dziwnego, że pojazd nauki jazdy także łamie prawo zmieniając pas ruchu na skrzyżowaniu wlotowym ronda turbinowego (rys. 7). 


Rys. 8
L-ka przekracza linię prowadzącą zmieniając pas ruchu na skrzyżowaniu

4:21. W obrębie kolejnego skrzyżowania wlotowego (rys. 9) zmiana pasa ruchu jest także zabroniona. To jest takie samo miejsce na skrzyżowaniu, jak na rysunku 7. 

Rys. 9
Zmiana pasa ruchu  na skrzyżowaniu jest niedozwolona. Kierujący zajmuje właściwe miejsce na drodze przed wjazdem na skrzyżowanie

5:37. Wjazd na każde jednokierunkowe rondo, bez zamiaru skrętu w prawo zaraz na lub za wlotem, to jazda zgodna z przebiegiem jezdni, zatem bez włączania kierunkowskazu. Zamierzając pojechać na lewą stronę ronda turbinowego, przy "polskim" oznakowaniu pasów ruchu, to zmiana kierunku jazdy po minięciu wyspy (skręt z lewej strony lewego pasa ruchu biegnącego na wprost do wylotu) i jazda na wprost do kolejnego wylotu. Wg holenderskich strzałek kierunkowych i oznakowaniu pasów ruchu, to od wlotu jazda na wprost zmieniającą swój kierunek jezdnią, a wjazd na przeciwległą jezdnię wylotową, to skręt w prawo. 

Rys. 10
Wjazd na każde jednokierunkowe rondo to jazda na wprost bez włączania kierunkowskazów


5:55. Nie ma w polskim i europejskim prawie nakazu sygnalizowania zamiaru opuszczenia ronda. Prawy kierunkowskaz włącza się jedynie przy zmianie pasa ruchu lub kierunku jazdy, czyli skrętu z jezdni z jej prawej strony, np. przy ruchu okrężnym.Jeżeli wyjazd jest jazdą na wprost biegnącą do wylotu jezdnią, nie ma podstaw prawnych do włączania prawego kierunkowskazu. Należy jednak pamiętać, że wtedy jazda w lewo wymaga wcześniejszego włączenia lewego kierunkowskazu. 


7:07. GDDKiA ma obowiązek stosować się do obowiązującego prawa, a nie nieuprawnionych wymysłów Marka Dworaka. Ma obowiązek stosowania strzałek P-8 i zgodnie z nimi znakować jezdnie i pasy ruchu. Ma o to zadbać nie tylko zarządca drogi, ale także opiniujący stałą organizację ruchu. Pasy ruchu nie mają prawa biec bezmyślnie wg holenderskiego wzorca, gdyż w Polsce obowiązuje  polskie, od 20 lat zgodne z europejskim, prawo o ruchu drogowym. Ciekawe kiedy dotrze to do WORD, MI oraz GDDKiA?

czwartek, 23 maja 2019

174. Wrocławskie ronda z OSK Kursant

Czytelnicy mego bloga i książki Vademecum kierującego. Skrzyżowania i zmiana kierunku jazdy, doskonale wiedzą czym jest, w świetle Konwencji wiedeńskiej i od 20 lat naszego prawa, "ruch okrężny" i zmiana kierunku jazdy, oraz to, że do obowiązującego w latach 1984 - 1997 peerelowskiego prawa o ruchu drogowym wprowadzono takie sprzeczne z prawem międzynarodowym wymysły jak to, że skrzyżowanie o ruchu okrężnym to rondo, że rondo to w całości pod względem zasad ruchu jedno klasyczne skrzyżowanie, że ruch okrężny to skręcanie w lewo przy wyspie z włączonym jeszcze przed wjazdem lewym kierunkowskazem, że znak C-12 to znak rondo i odpowiednik znaku C-9, że jazda na wprost przez każde rondo dozwolona jest z każdego pasa ruchu, nawet wtedy, gdy te pasy oznaczono znakami jedynie okrężnie, że kierunkowskazy służą do wskazywania stron świata i stron skrzyżowania, że kierunek jazdy to kierunek ruchu jadącego, że przed skrzyżowaniem należy sygnalizować zamiar kręcenia kierownicą, że jadąc na lewa stronę ronda przed wjazdem należy włączyć lewy kierunkowskaz i zająć lewy pas ruchu, nawet wtedy gdy pasy biegną jedynie okrężnie, prawy pas ruchu jest wolny, a na wlotach nie ma strzałek.

Tych wszystkich wymysłów nie ma już od 20 lat w naszym prawie o ruchu drogowym, ale praktyka we wszystkich WORD, w postaci prawa zwyczajowego, od 20 lat oparta jest wciąż na Kodeksie drogowym z 1983 roku i sprzecznych z prawem europejskim, w części wymienionych wyżej, wymysłach jego współtwórcy i komentatora, byłego wieloletniego (1956-1990) ministerialnego urzędnika odpowiedzialnego, pomimo braku właściwego wykształcenia i wiedzy, za prawną regulację ruchu drogowego w PRL, Zbigniewa Drexlera. 

Dlatego cieszy mnie ogromnie, że w bliskim mi Wrocławiu, za sprawą kierownika Działu Egzaminowania Łucjana Górskiego  i jego zastępcy Tadeusza Hryniewieckiego, Egzaminatorów Nadzorujących we wrocławskim WORD, można bez problemu i świadomie  stosować w praktyce egzaminacyjnej obowiązujące w Polsce i Polskę prawo na obiektach zorganizowanych wg zasad "ruchu okrężnego" w rozumieniu znaku nakazu C-12 o tej właśnie nazwie. 

Zapewne ci dwaj egzaminatorzy zdają sobie sprawę z tego, że w 1998 roku zmieniono peerelowski Kodeks drogowy na zgodny z Porozumieniami europejskimi, a w nim definicję drogi, a co za tym idzie i skrzyżowania oraz znaczenie wielu znaków drogowych, w tym znaku C-12, który po wielu latach znów stał się wprost odpowiednikiem znaku D,3 "obowiązujący ruch okrężny" wg Konwencji wiedeńskiej o ruchu oraz znakach i sygnałach drogowych. 

Gdyby tak nie było, OSK Kursant nie mógł nakręcić tego filmu szkoleniowego i szczycić się najlepszą zdawalnością we Wrocławiu. 


Film szkoleniowy OSK Kursant we Wrocławiu

W tej sytuacji dziwi natomiast to, że świadomi zasad "ruchu okrężnego" państwowi egzaminatorzy kat. C, C+E i D, wymagają we Wrocławiu od egzaminowanych wjazdu i jazdy na lewą stronę ronda w Iwinach, które zorganizowane jest zgodnie z zasadami "ruchu okrężnego", lewym okrężnie biegnącym pasem ruchu, czyli wbrew obowiązującemu od 20 lat prawu. Nie dość tego, to przy tych długich i szerokich pojazdach jazda lewym pasem ruchu po mniejszym promieniu jest trudna i szalenie niebezpieczna. Jadący lewym, biegnącym łukiem w lewo pasie ruchu nie widzą szybko jadących prawym pasem  samochodów osobowych. Poza tym bezsensowne i sprzeczne z obowiązującym prawem jest wymuszanie na egzaminowanych dwukrotnej zmiany pasa ruchu. To jest świadome sprowadzanie zagrożenia w ruchu drogowym! 

Mam nadzieję, że egzaminatorzy nadzorujący wytłumaczą podwładnym, że jazda możliwie blisko prawej krawędzi jezdni, a biegnie ona tak jak jej pasy ruchu, jest wymogiem ustawowym, oraz to, że taka jazda nie ma związku ze zmianą kierunku jazdy w lewo na klasycznym skrzyżowaniu, gdyż tu jezdnia nie biegnie na wprost do wylotu, lecz okrężnie. 

Życzę sobie i WORD Wrocław, by następnym krokiem było rozprawienie się z bezprawnym dodawaniem znaków C-12 do znaków A-7 na wlotach rond odśrodkowych, spiralnych i turbinowych, czyli tych o podporządkowanych wszystkich wlotach, a które nie są zorganizowane wg zasad "ruchu okrężnego". Ta narodzona przed piętnastu laty w Krakowie patologia objęła już całą Polskę, a zasadza się na błędnej tezie, że skoro rondo jest w całości jednym "zwykłym" skrzyżowaniem, to nie może mieć podporządkowanych wszystkich wlotów. Otóż może mieć, tak jak dowolny plac, nawet na wszystkich wlotach znaki STOP, gdyż nie jest w całości, pod względem zasad ruchu, jednym "zwykłym" skrzyżowaniem. 

Przyjrzyjmy się zatem dokładniej filmowi  OSK Kursant z Wrocławia.

0:12.  Kierujący zbliża się do pierwszej budowli typu rondo, a w zasadzie do skanalizowanego skrzyżowania dróg publicznych w rozumieniu ustawy o drogach publicznych i przepisów budowlanych, z wyłączoną z ruchu wyspą środkową oraz wysepkami dzielącymi na wlotach, z nakazaną znakiem C-12  organizacją ruchu o międzynarodowej nazwie  "ruch okrężny"

Niezależnie od sposobu zorganizowania takiego obiektu, to pod względem zasad ruchu zawsze, tak jak dowolny plac, zespół skrzyżowań zwykłych, z których każde, a nie cały obiekt, spełnia wymagania definicji skrzyżowania w rozumieniu obowiązującej od dwudziestu lat ustawy Prawo o ruchu drogowym. Od dwóch dekad, a w prawie międzynarodowym od zawsze,  żadna złożona budowla, w tym dowolny, także wielokątny PLAC lub okrągłe, niezależnie od wielkości RONDO, jako całość nie jest jednym skrzyżowaniem z punktu widzenia zasad ruchu. 

Organizacja ruchu zgoda z zasadami "ruchu okrężnego" to jezdnie od wlotów biegnące dalej bez końca  jedynie okrężnie, czyli dookoła wyspy lub zagospodarowanego na cele publiczne placu. Na omawianym jednopasowym rondzie nawet na wylotach namalowano prawą linię krawędziową tej okrężnie biegnącej jezdni, co zasługuje na pochwałę. 

Dlatego wjazd i jazda okrężna to kontynuacja jazdy tą samą drogą zgodnie z jej przebiegiem, a zatem możliwie blisko prawej krawędzi jej jezdni bez włączania kierunkowskazów. Nie ma żadnego znaczenia, czy wjazd jest po stycznej czy wymaga kręcenia kierownicą, gdyż sygnalizuje się zamiar zmiany kierunku jazdy, a nie ruchu. Dopiero zjazd z tej okrężnie biegnącej jezdni, znów bez znaczenia czy po stycznej bez potrzeby kręcenia kierownicą, czy z koniecznością jej użycia, to zmiana kierunku jazdy, czyli skręt z jezdni z jej prawej strony w celu wjazdy na jezdnię drogi wylotowej. To ten zamiar należy zawczasu, jednak nie wcześniej niż po minięciu zjazdu poprzedzającego zamierzony,  wyraźnie zasygnalizować prawym kierunkowskazem. 

Jest to UNIWERSALNA i MIĘDZYNARODOWA ZASADA dotycząca wszystkich, niezależnie od wielkości i kształtu budowli (rondo, rynek w mieście, czworokątny plac, a nawet obiekt w kształcie nerki czy podpaski) zorganizowanych zgodnie z zasadami "ruchu okrężnego" o dowolnej ilości okrężnie biegnących pasów ruchu (u nas zwykle jeden lub dwa). Przy tej organizacji ruchu na wszystkich wlotach mają obowiązek stać znaki C-12, nie ma strzałek kierunkowych, a pasy ruchu biegną jedynie okrężnie. Wg Porozumień europejskich i Konwencji wiedeńskiej o ruchu drogowym oraz o znakach i sygnałach drogowych Pierwszeństwo na wlotach regulowane jest znakiem "ustąp pierwszeństwa" lub znakiem STOP, dodawanym od góry do znaku "obowiazujacy ruch okrężny". 

Powyższe potwierdza film OSK Kursant z Wrocławia. 

OSK Kursant: Zbliżamy się do skrzyżowania o ruchu okrężnym. 
Większość z nas rozumie przez to określenie (art. 24.7.3 ustawy p.r.d. w związku z wyprzedzaniem pojazdów silnikowych), za sprawą peerelowskich ignorantów, budowlę typu RONDO. W rzeczywistości jest to każde skrzyżowanie wlotowe na dowolny co do wielkości i kształtu obiekt zorganizowany wg nakazu znaku C-12 i tym znakiem oznaczony, bez lub z dodanym do niego znakiem A-7 "ustąp pierwszeństwa". 

OSK Kursant: Podsumowując. Znak C-12 mówi nam o tym, że zbliżamy się do skrzyżowania o ruchu okrężnym. Jedziemy w kierunku wskazanym przez strzałkę, w prawo. Nie używamy kierunkowskazów, nawet gdybyśmy chcieli umownie "zawrócić", bo wiadomo że objeżdżamy wyspę i sygnalizujemy kierunkowskazem zjazd w drogę, którą sobie zaplanowaliśmy. Czy to będzie pierwszy, drugi, trzeci czy czwarty zjazd, zależy ile dróg dochodzi do tego skrzyżowania. 

Okazuje się, że można uczyć zgodnie z obowiązującym prawem.  

Zbliżamy się do skrzyżowania wlotowego na obiekt zorganizowany wg zasad "ruchu okrężnego" na którym znak C-12 powiadamia kierującego, że ruch na tym obiekcie odbywa się okrężnie, zgodnie ze wskazaniem strzałek na znaku, czyli przeciwnie do ruchu wskazówek zegara. Nie używamy kierunkowskazów, gdyż ani wjeżdżając, ani jadąc dalej okrężnie dookoła wyspy, nie opuszczamy okrężnie biegnącej jezdni. Sygnalizujemy dopiero zamiar zmiany kierunku jazdy w prawo (skręt z okrężnie biegnącej jezdni z jej prawej strony)  w celu wjazdu na jezdnię drogi wylotowej. 

Teraz inne wrocławskie rondo, tym razem o dwóch okrężnie biegnących pasach ruchu.


1:59. Kierujący bliża się, wg oznakowania, do  kolejnego obiektu zorganizowanego zgodnie z zasadami "ruchu okrężnego". 

Widzimy tu dwupasowy wlot, bez strzałek kierunkowych na jezdni, oznaczony, niestety odwróconymi o 180 stopni znakami C-12 "ruch okrężny", co świadczy o niechlujstwie montujących oznakowanie (przy okazji ukłony dla Policji i miejskich urzędników), z dodanymi do nich od góry znakami A-7 "ustąp pierwszeństwa".  Zasady ruchu są identyczne jak na opisanym wcześniej obiekcie o jednym okrężnie biegnącym pasie ruchu. Lewy pas ruchu służy tu, tak jak na każdej innej dwupasowej drodze tylko do omijania i wyprzedzania innych kierujących. Ze względu na okrężny układ jezdni  i  kłopot z obserwacją prawego pasa ruchu, jazda lewym pasem ruchu powinna być tu ograniczona do niezbędnego minimum, tym bardziej, że zmiana pasa ruchu jest zaliczana do manewrów niebezpiecznych. 

Widoczny na filmie kierujący samochodem ciężarowym wjeżdża lewym pasem ruchu i będzie musiał na tym niewielkim obiekcie, przed opuszczeniem okrężnie biegnącej jezdni, zmienić wcześniej pas ruchu na prawy, na co nie ma tu ani miejsca, ani czasu. Musi pamiętać, że skręt w prawo z lewego pasa ruchu jest zabroniony prawem, a teza, że może to uczynić ustępując pierwszeństwa nadjeżdżającemu z prawej strony jest z gruntu fałszywa, gdyż jadący po prawej nie nadjeżdża z prawej lecz porusza się równolegle tą samą jezdnią.

Warto tu zwrócić uwagę na brak linii ciągłej przed przejściem dla pieszych na drodze wylotowej. Nie maluje się tej linii, gdyż kierujący, gdy prawy pas jest np. zajęty, może wjechać na lewy pas ruchu drogi wylotowej, a ta linia by mu to utrudniała. Kolejny raz pochwały dla organizatora ruchu. 

Jedyna uwaga do instruktora z OSK Kursant to taka, że musi pamiętać, że w polskim prawie nie sygnalizuje się zamiaru zjazdu ze złożonego z wielu skrzyżowań zwykłych ronda lub placu, a nawet z pojedynczego skrzyżowania, a jedynie zamiar zmiany kierunku jazdy, czyli poza zawracaniem zamiar zjazdu z jezdni drogi. 

Kolejne wrocławskie rondo, czyli "budowla skanalizowana okrągła wyspą środkową", jest zorganizowane wprost wg ogólnych zasad ruchu, bez związku z "ruchem okrężnym".


3:44. Kierujący zbliża się do kolejnego ronda, czyli budowli z okrągłą wyspą środkową. 

To kierowane sygnalizacją świetlną rondo zorganizowano odśrodkowo, a nie okrężnie. Pasy ruchu biegną tu na wprost od wlotu do wylotu.

Przy czynnej sygnalizacji świetlnej nie ma znaczenia jakie znaki regulujące pierwszeństwo postawiono na wlotach tej budowli drogowej, czyli czy ma to rondo podporządkowane wszystkie wloty, czy pierwszeństwo ustalono znakami tylko na jezdnym z kierunków.

Brak znaku jest też oznakowaniem, zatem brak znaku C-12 powiadamia kierującego, że pasy nie biegną tu jedynie okrężnie, lecz wg ogólnych zasad ruchu, na wszystkich skrzyżowaniach tego obiektu, na wprost do wylotów. Na jezdni nie ma strzałek, czyli wg ogólnych zasad ruchu z prawego pasa ruchu można pojechać prosto lub skręcić w prawo, a z lewego skręcić w lewo lub pojechać zgodnie z przebiegiem jezdni prosto do wylotu. 

Nie można skręcić od razu w lewo "pod prąd", gdyż jest tam znak zakazu wjazdu. Manewr zmiany kierunku jazdy w lewo można wykonać dopiero na następnym skrzyżowaniu po minięciu wyspy. Na jej wysokości oznaczono to strzałkami kierunkowymi P-8. Dlatego chcąc pojechać w lewo, lewy kierunkowskaz włączamy dopiero po przekroczeniu  drogi wylotowej. Na wyspie, niezależnie od znaku B-2, powinien stać znak C-9. 

Przy azylu przed kolejnym skrzyżowaniem tego ronda powinien stać także sygnalizator, gdyż nie jest to w całości jedno skrzyżowanie, a tak jak poprzednio obiekt złożony, z tą różnicą, że tu jezdnie biegną na wprost do wylotów i zamiast skrzyżowań typu T mamy tu skrzyżowania typu X. 

Tu niestety organizatora ruchu pochwalić się nie da. Powinien, wraz z opiniującymi i zatwierdzającymi stałą organizację ruchu, odpowiadać za stworzenie zagrożenia w ruchu drogowym. To ten sam przypadek, co opisany w poście o rondach śmierci w Poznaniu.

Jeżeli wolno poruszający się pojazd, który wjechał na to rondo przy zielonym sygnale  zostanie uderzony przez ruszających z prawej strony po zmianie świateł, nie należy przyjmować mandatu, gdyż ten obiekt jest wadliwie oznakowany, co jeszcze wyraźniej widać przy objeżdżaniu wyspy. 

OSK Kursant: Egzaminator wyda  polecenie zawracania, gdyż nie jest to "skrzyżowanie o ruchu okrężnym"., natomiast na "skrzyżowaniu o ruchu okrężnym"  egzaminator nie wyda polecenia zawracamy, lecz że zjeżdżamy drugim, trzecim, ... zjazdem. 

Tu instruktor OSK Kursant, niestety za sprawą egzaminatorów WORD we Wrocławiu, nie popisał się, gdyż kolejny raz dał dowód, że określenie "skrzyżowanie o ruchu okrężnym" to dla niego całe rondo, a nie, zgodnie z obowiązującym od 20 lat prawem, skrzyżowanie wlotowe na dowolny obiekt zorganizowany wg zasad "ruchu okrężnego", z którym ten obiekt nie ma nic wspólnego. 

Na budowlach tego typu, niezależnie od sposobu ich zorganizowania, nie można zawrócić, chyba że ruch jest dwukierunkowy. Proszę zwrócić uwagę na to, że i tu jadący do czwartego wylotu jedzie dookoła wyspy, ale nie okrężnie biegnąca jezdnią, a permanentnie skręcając w lewo, z włączonym lewym kierunkowskazem, z jezdni biegnących na wprost do wylotów. Tu widać jak na dłoni wadliwość sygnalizacji świetlnej. Kierujący ani jadąc na wprost do przeciwległego wylotu, a tym bardziej skręcając w lewo lub objeżdżając wyspę, NIE WIE JAKIE SYGNAŁY WYŚWIETLANE SĄ NA poszczególnych WLOTACH !!! 

Teraz największe wrocławskie rondo, czyli plac Powstańców Śląskich, który od zawesze zorganizowany jest wprost wg ogólnych zasad ruchu. 





























5:18.  Kierujący zbliża się drogą podporządkowaną do skrzyżowania wlotowego  na Plac Powstańców Śląskich. Dla zasad ruchu nie ma żadnego znaczenia ani to, że ta droga jest dwujezdniowa, jak i to, co się dzieje po drugiej stronie placu

Plac Powstańców Śląskich jest placem, a zatem pomimo, że jest rondem, nie jest skanalizowanym wyspą skrzyżowaniem dróg publicznych. To zagospodarowany na cele publiczne park z dwiema jednokierunkowymi drogami z pierwszeństwem które biegną po jego dwóch stronach w ciągu ulicy Powstańców Śląskich.  To tak jak gdyby pas zieleni z wydzielonym torowiskiem pojazdów szynowych dzielący ulice na dwie osobne jezdnie, w jednym miejscu się znacznie poszerzył, i to wszystko. 

Wjazd na drogę z pierwszeństwem z drogi podporządkowanej to zmiana kierunku jazdy w prawo, tu dozwolona z dwóch pasów ruchu. Kierujący sygnalizują swój  zamiar i wjeżdżają na jezdnię drogi z pierwszeństwem zgodnie z pasami ruchu zajmowanymi na wlocie, nawet jak na tej drodze jest więcej pasów ruchu. Zatem z prawego pasa ruchu kierujący wjeżdża na prawy pas ruchu drogi poprzecznej, a skręcający z pasa obok na pas obok, niezależnie ile pasów ruchu ma droga z pierwszeństwem. Zamierzając wjechać na lewy pas ruchu jadący pasem środkowym musi ten pas ruchu zmienić, sygnalizując zawczasu i wyraźnie swój zamiar lewym kierunkowskazem. Zmiana pasa ruchu ze środkowego na lewy z włączonym prawym kierunkowskazem jest zabroniona prawem. 






5:42. Wadliwe oznakowanie kierunkowe jezdni drogi z pierwszeństwem na placu Powstańców Śląskich we Wrocławiu

Droga z pierwszeństwem omijając plac biegnie dalej dwoma pasami do wylotu, zmieniając swój kierunek w prawo.  Jedzie się tu do wylotu jezdnią tej samej drogi zgodnie z jej przebiegiem, a zatem nie skręca z niej w prawo z dwóch biegnących okrężnie (takich tu nie ma) pasów ruchu na jezdnię drogi wylotowej. Jest to jazda po łuku drogi, bez opuszczania jej jezdni, a zatem bez zmiany kierunku jazdy w rozumieniu art. 22 ustawy Prawo o ruchu drogowym. Ponieważ nie zmieniamy tu kierunku jazdy, nie mamy podstaw do włączania prawego kierunkowskazu. Zachowujemy się tu dokładnie tak samo jak przy wjeździe na okrężnie biegnącą od wlotu jezdnię przy "ruchu okrężnym". Zatem nie włączenie tu prawego kierunkowskazu nie ma prawa być traktowane jako błąd, gdyż jadący w ciągu ulicy powstańców Śląskich nie zmienia tu kierunku jazdy, a jedynie kierunek ruchu, czego się nie sygnalizuje. Włączenie kierunkowskazu też nie można uznać za błąd, gdyż wymuszone jest niewłaściwym oznakowaniem. 

Tu zjazd z tej drogi biegnie w lewo pasem wyłączania. W celu zawrócenia i przejazdu przez torowisko kierujący jest obowiązany do zmiany kierunku jazdy w lewo w rozumieniu art. 22 ustawy Prawo o ruchu drogowym, a nie do jazdy na wprost. Dlatego znak F-10 jest tu wadliwy, niezależnie od  zrozumiałych intencji.



5:43. Tak jest (u góry), a tak powinno być (na dole) - znak F-10 przed skrzyżowaniem wylotowym z placu Powstańców Śląskich we Wrocławiu

Znak F-10 wskazuje dozwolone kierunki jazdy z poszczególnych pasów ruchu.  Dwoma pasami ruchu jedzie się tu na wprost zgodnie z przebiegiem jezdni, a z lewego skręca z tej jezdni w lewo, co dalej jednoznacznie potwierdza  tabliczka T-6 pod znakiem D-1 i oznakowanie poziome, tu najistotniejsze. 


5:45. Znak D-1 wraz tabliczka T-6 wskazującą przed skrzyżowaniem przebieg drogi z pierwszeństwem w prawo

Sygnalizacja świetlna jest ważniejsza od znaków regulujących pierwszeństwo, ale nie ma prawa być sprzeczna z oznakowaniem kierunkowym jezdni i przebiegiem wyznaczonych znakami pasów ruchu, co tu niestety ma miejsce.   Zgodnie z tym oznakowaniem kierujący jadąc do wylotu nie zmienia ani pasa ruchu ani kierunku jazdy, zatem zastosowane sygnalizatory kierunkowe, tak jak i znaki F-11,  są tu niewłaściwe.



5:47. Sprzeczna (na górze) z oznakowaniem poziomym  sygnalizacja świetlna (sygnalizatory S-3 i znaki F-11) na skrzyżowaniu wylotowym z placu Powstańców Śląskich we Wrocławiu. Na dole poprawna organziacja ruchu , gdyż opuszczający plac nie zmienia kierunku jazdy w prawo lecz porusza się nadal jezdnią tej samej drogi

Sygnalizacja świetlna ma obowiązek być zgodna z przebiegiem jezdni drogi, a ta nie biegnie tu okrężnie dookoła placu lecz na wprost od wlotu do wylotu, omijając z prawej strony centralny park. 

Lewy sygnalizator kierunkowy S-3 powinien być sygnalizatorem do skręcania w lewo, natomiast pozostałe do jazdy na wprost. Na znakach F-11 można pokazać, że dwa prawe pasy zmieniają swój kierunek, malując je skośnie w prawo, co nie ma nic wspólnego ze zmianą kierunku jazdy, a co stosowane jest na rozwidleniach dróg. 


Ostatnie z prezentowanych na filmie wrocławskich rond jest dwupasowe i zorganizowane wg zasad "ruchu okrężnego" w rozumieniu nakazu znaku C-12.


6:06. Wjazd na dwupasowe rondo zorganizowane zgodnie z nakazem znaku C-12 i wbrew dobrym intencjom wadliwie oznakowanym wlotem

Niestety na wlocie namalowano strzałki P-8 do skręcania w prawo, co zaprzecza idei  "ruchu okrężnego", przy którym wjazd to kontynuacja dotychczasowej jazdy na wprost bez włączania kierunkowskazów i zmiany kierunku jazdy, a zatem bez malowania strzałek kierunkowych, nawet tych na wprost..

Przy organizacji ruchu "ruch okrężny" strzałki na wlotach są niedopuszczalne, gdyż gdyby były, mogłyby wprowadzić kierującego w błąd, sugerując że wolno mu skręcić w prawo na pierwszym wylocie  z dwóch pasów, albo że przy strzałkach na wprost może pojechać do przeciwległego wylotu z obu pasów ruchu. Nie mówię w ogóle o zmianie kierunku jazdy w lewo, czego przy "ruchu okrężnym" nie ma, gdyż brak lewoskrętów jest ideą tego rozwiązania komunikacyjnego.

Włączenie tu prawego kierunkowskazu jest błędem, ale wymuszonym wadliwym oznakowaniem, natomiast nie włączenie kierunkowskazu jest zgodne z nakazem znaku C-12, zatem nie może być uznane za błąd. 

Myślę, że i z tą tezą zgodzą się ze mną egzaminatorzy nadzorujący z wrocławskiego WORD, że żaden egzaminator nie ma prawa oceniać egzaminowanego w wadliwie oznakowanych miejscach na drodze. Wręcz odwrotnie. Powinien  ostrzec zdającego o tym fakcie, tak by ten nie popełnił błędu i nie stworzył, nie z własnej  winy, zagrożenia w ruchu. To instruktorzy OSK i egzaminatorzy, skoro nie czyni tego Policja i zarządca drogi, powinni wskazywać takie miejsca i wymagać ich właściwego oznakowania, gdyż wadliwe znakowanie jest poważnym naruszeniem prawa. Temu przecież mają służyć sekretariaty BRD ściśle związane z WORD. 

Opracował Ryszard Roman Dobrowolski