poniedziałek, 27 sierpnia 2018

136. Śmierć na egzaminie prawa jazdy.

Analiza wypadku w Szaflarach. Na końcu film po przeprowadzonym eksperymencie procesowym.

Zanim o samej tragedii kilka słów na temat bezpieczeństwa na przejazdach kolejowych. Miejmy wreszcie świadomość, że jedynie za 3% wypadków na przejazdach kolejowych nie odpowiadają kierowcy. Za 97% tych zdarzeń odpowiadamy niestety my.  Rocznie na  blisko 14 000 przejazdów kolejowych dochodzi do około 250 zdarzeń drogowych w wyniku których średnio ginie ok. 40 osób, a dwa razy więcej odnosi ciężkie obrażenia ciała. Przyczyną tych zdarzeń jest przede wszystkim zignorowanie przepisów o ruchu drogowym oraz wprost znaku B-20 STOP, a także nieuwaga,  brawura i zwykła ludzka głupota, jak np. próba pokonania przejazdu przed zbliżającym się pociągiem, często pomimo czynnej sygnalizacji świetlnej i akustycznej, włącznie z omijaniem zamkniętych półrogatek i  przejeżdżaniem pod zamykającymi się szlabanami. Pamiętajmy, że czerwony sygnał zawsze oznacza STOP.

Przejdźmy zatem do wypadku na niestrzeżonym przejeździe kolejowym w Szaflarach. 24 sierpnia 2018 roku ok. godz. 11 miał tam miejsce tragiczny w skutkach wypadek z udziałem zdającej egzamin na uprawnienia do prowadzenia pojazdów mechanicznych kat. B, czyli popularnie mówiąc, samochodów osobowych.  W trakcie trwania egzaminu pojazd egzaminacyjny zatrzymał się za znakiem STOP, niestety już na torach. Samochód egzaminacyjny, z którego zdążył uciec egzaminator, został  uderzony przez pociąg osobowy relacji Nowy Targ - Zakopane. Prowadząca pojazd 18-letnia Angelika z Chyżnego, kandydatka na kierowcę, w wyniku odniesionych obrażeń, zmarła w nowotarskim szpitalu. 

49.4463284,20.0159435

Oczywiście sprawę odpowiedzialności za śmierć, co ważne dla sprawy, jeszcze kursantki bez uprawnień, rozstrzygnie sąd, ale dla mnie, tak jak dla przybyłego na miejsce zdarzenia policjanta, nie ulega wątpliwości, że całkowitą winę za zaistniałe zdarzenie ponosi osoba, która w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej przeprowadzała egzamin i była odpowiedzialna za wszystko co z tym egzaminem się wiąże. Oczywistym jest, że to egzaminator odpowiada przede wszystkim za bezpieczeństwo egzaminowanej osoby, która może być niedouczona, zestresowana, i nie wiadomo co jeszcze, o  bezpieczeństwo innych uczestników ruchu drogowego którym mogłaby zagrozić, o swoje bezpieczeństwo i dopiero na samym końcu za powierzone mu mienie.

Niestety egzaminatorzy, o przeróżnych zawodach, od socjologa do religioznawcy, niekiedy tylko po zaocznych rocznych studiach podyplomowych z BRD lub biegłego z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych, święcie wierzą, że przekazana im, przez takich samych amatorów jak oni, wiedza i rozumienie obowiązującego prawa jest zgodne z jego literą i duchem. Wważając się za ekspertów lekceważą wszystkich i wszystko, co wskazuje na ich brak profesjonalizmu. Lekceważą nie tylko ubezwłasnowolnionych przez siebie instruktorów OSK, których obowiązkowo doszkalają, bo tacy są mądrzy, ale podążając za duchem czasów, lekceważą też sędziów, także tych z tytułem profesora prawa, oraz prawomocne wyroki sądów. 

Wina za taki stan rzeczy leży przede wszystkim po stronie kolejnych rządów i równie, jak egzaminatorzy WORD, niedouczonych i niekompetentnych urzędników Ministerstwa Infrastruktury, głównie budowlańców. Świadczy o tym weryfikacja bazy pytań przez egzaminatorów i instruktorów OSK z udawanym nadzorem ze strony resortu oraz ostatnia wypowiedź podsekretarza stanu, dla którego, tak jak dla egzaminatorów WORD, zmiana kierunku jazdy jest zmianą kierunku ruchu spowodowaną kręceniem kierownicą. Nie wie ten ekspert od budownictwa, służb specjalnych i NIK, że zmianą pasa ruchu jest jego opuszczenie w celu wjazdu na sąsiedni pas ruchu tej samej jezdni, a zmianą kierunku jazdy, poza zawracaniem, jest opuszczenie jezdni w celu wjazdu na jezdnię innej drogi lub na przydrożną nieruchomość. Można zmienić pas ruchu lub kierunek jazdy, co trzeba zawczasu sygnalizować, bez związku z kręceniem kierownicą i zmiana kierunku ruchu, wtedy gdy swój kierunek zmienia jezdnia.


Zmiana pasa ruchu bez i ze zmianą kierunku ruchu

Wojewódzkie Ośrodki Ruchu Drogowego, pod hasłami  walki o poprawę bezpieczeństwa w ruchu drogowym i krzewienia szeroko rozumianej edukacji komunikacyjnej, tak naprawdę koncentrują się na zarabianiu pieniędzy na kilkunastotysięczne pensje dyrektorów oraz inwestycje mające dać im w przyszłości utrzymanie, np. gdy WORD-y zostaną wreszcie rozwiązane. Powołane do życia w 1998 roku wciąż posługują się prawem korporacyjnym opartym na Kodeksie drogowym z 1983 roku. Nic więc dziwnego, że spada bezpieczeństwo na naszych drogach. 

W WORD zarabiają na tym na co mają wpływ, czyli na oblewaniu egzaminowanych i forsowaniu, dzięki bardziej lub mniej oficjalnym kontaktom, rozszerzania swej działalności na dziedziny, do których nie zostały powołane. Dlatego tak walczą o utrzymanie placów manewrowych, które powinny być elementem wyposażenia ośrodków szkolenia, a nie egzaminowania, o obowiązkowe i odpłatne doszkalanie młodych kierowców z zielonym listkiem, a niedługo starszaków ze srebrnym listkiem na szybie.  Pieniądze z egzaminowania i szkolenia są też inwestowane w stacje diagnostyczne, stacje kontroli pojazdów, płyty poślizgowe, ośrodki doskonalenia techniki jazdy, czyli w nowe miejsca pracy dla dyrektorów po rozwiązaniu WORD.

Dyrektor MORD który musiał znać trasę egzaminacyjną z niestrzeżonym przejazdem kolejowym i znakiem STOP, niestety bez sygnalizacji ostrzegawczej, którą wg mnie musiał zatwierdzić (bardziej lub mniej formalnie) jako spełniającą wymagania przepisów dotyczącą zadań egzaminacyjnych oraz kosztów własnych, jest dla mnie człowiekiem bez wyobraźni, szczególnie że ma w Szaflarach do dyspozycji także strzeżony przejazd ze znakiem STOP. Tym samym brakiem wyobraźni i odpowiedzialności popisał się uległy mu, tak jak wszyscy egzaminatorzy, egzaminator nadzorujący. 

Obawiam się, że armia prawników związanych z MORD, pomoże wywinąć się z odpowiedzialności odpowiedzialnym za nadzór. By nie było niejasności, pragnę podkreślić, że tragedia dotyczy wszystkich wymienionych i ich rodzin, i z tego powodu im wszystkim szczerze współczuję, ale dziwić może brak zgody sądu na wniosek prokuratora o tymczasowym aresztowaniu egzaminatora, który już mataczy twierdząc, że silnik niespodziewanie zgasł egzaminowanej, a on usiłował machaniem ręką zatrzymać pociąg oraz zepchnąć samochód z torów. Dyrektor filii MORD w Nowym Targu, chroniąc własny tyłek,  stwierdził publicznie że winę za swą śmierć ponosi sama kierująca. Na szczęście obecny na miejscu funkcjonariusz Policji był odmiennego zdania. 

Tego samego zdania co Policja jest Prokuratura, która w dniu dzisiejszym (poniedziałek, 27 sierpnia 2018 roku) przesłuchiwała 62-letniego egzaminatora, już w charakterze podejrzanego, a nie tak jak poprzednio,w charakterze świadka. Szef nowotarskiej prokuratury, prokurator Józef Palenik, oznajmił, że wszystko wskazuje na to, że na koniec przesłuchania prokurator prowadzący śledztwo przedstawi egzaminatorowi zarzuty i zdecyduje o ewentualnym zastosowaniu tymczasowego aresztowania. Ewentualne zarzuty będą bazować na artykule 173 paragraf 4 kodeksu karnego. Mówi on, że: Kto sprowadza katastrofę w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym zagrażającą życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach, podlega karze pozbawienia wolności. Jeżeli następstwem czynu jest śmierć człowieka lub ciężki uszczerbek na zdrowiu wielu osób, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

Nie tak dawno droga dojazdowa do przejazdu została zmodernizowana w związku z planami zagospodarowania leżących przy drodze terenów. Powstało nowe malowane rondo turbinowe, jak zwykle źle oznakowane zarówno pionowo, jak i poziomo, co nie przeszkadza żadnemu nowotarskiemu egzaminatorowi, gdyż ta  ogólnopolska patologia powstała w 2005 roku właśnie w Krakowie, oraz odcinek nowej jezdni ze zjazdami. Niestety modernizacja nie objęła przejazdu kolejowego i drogi prowadzącej do dwóch zakładów pracy i lasu za torami.

Droga dojazdowa do przejazdu po modernizacji (Google)


Co dokładnie stało się na omawianym przejeździe kolejowym pokazuje przypadkowo zrobiony film z kamery przemysłowej zamontowanej na budynku pobliskiej betoniarni. Prokuratura ma do dyspozycji film z kamery pociągu oraz nagranie z pojazdu egzaminacyjnego wraz ze ścieżką dźwiękową, więc całkiem sporo. 


youtube.com/watch?v=-56LY0675tw

Z powyższego filmu wynika, że egzaminowana nie zatrzymała pojazdu przed przejazdem kolejowym w związku z nakazem znaku  B-20 STOP, co bez wątpienia było z jej strony kardynalnym błędem. Absolutnie niedopuszczalnym błędem egzaminatora było dopuszczenie do takiej sytuacji, a jeśli było to zamierzone działanie egzaminatora, co jest niedopuszczalne i karygodne, pojazd powinien być zatrzymany tuż po minięciu znaku w bezpiecznej odległości od torowiska, czyli bez przekroczenia skrajni. W żadnym przypadku nie miał prawa zatrzymać pojazdu na torach lub planować jego zatrzymania za torowiskiem. 

Tu małe uzupełnienie sprowokowane twierdzeniem, że znak STOP, jeśli nie ma linii zatrzymania, pozwala na zatrzymanie także po minięciu znaku, ale w takim miejscu, w którym kierujący może upewnić się, że może bezpiecznie wjechać na przejazd. Otóż znak B-20 STOP stoi w tym samym miejscu co znak G-3 "krzyż św. Andrzeja", a znak ten wyznacza miejsce zatrzymania się pojazdu w związku z ruchem pociągu  na przejeździe bez zapór lub bez półzapór.

Mogę się mylić, ale najprawdopodobniej egzaminator, który zapewne nie raz oblewał tu zdających, trzymał już nogę nad hamulcem i tuż przed znakiem rozpoczął hamowanie, by pokazać zdającej, że nie zatrzymała pojazdu przed znakiem STOP. W tym celu musiał zatrzymać się już za znakiem, co uczynił zatrzymując pojazd na torowisku. Jeżeli zamierzał zatrzymać pojazd dopiero za torowiskiem, ale wcześniej pojazd zatrzymała egzaminowana, to tym gorzej dla niego, gdyż nie miał prawa do takiej decyzji i nie przewidział możliwego przebiegu zdarzeń. Na dodatek zupełnie zignorował obowiązek obserwowania torowiska. 

Skoro stało się już to co się stało, zamiast kazać natychmiast opuścić egzaminowanej pojazd i samemu to uczynić, by w bezpieczny sposób ocenić sytuację i podjąć dalsze działania w celu usunięcia pojazdu z torowiska, najprawdopodobniej zaczął wyjaśniać egzaminowanej dlaczego oblała egzamin. Na przejeździe nie ma sygnalizacji ostrzegawczej, wiec  zareagował dopiero na sygnał pociągu. Zdążył uciec z samochodu pozostawiając w samochodzie zapiętą w pasy dziewczynę.

 Uderzenie boczne od stony pasażera powoduje wysuniecie się ciała kierowcy spod pasa w części ramieniowej i przemieszczenie po skosie w prawo, co skutkuje poważnymi obrażeniami głownie głowy i narządów wewnętrznych. To tak ku przestrodze. 


Na zdjęciu wyraźnie widać zwisający pas bezpieczeństwa po stronie kierowcy, co świadczy o tym, że był on w momencie wypadku zapięty (zdj. M. Adamowski)

Egzaminator, który prowadził tragiczny egzamin w Szaflarach, nie przyznaje się do stawianych mu zarzutów. Tłumaczy, że zamierzał pojazd zatrzymać po przejechaniu torów, ale na torowisku zgasł silnik w pojeździe. Próbował pomóc 18-latce odpalić samochód, niestety bez rezultatów. Wówczas wysiadł, by zepchnąć auto z przejazdu kolejowego, niestety, wg prokuratury, nie wydając  jasnego polecenia kobiecie, by wysiadła z pojazdu.

Miejscowi twierdzą, że to nie pierwszy wypadek śmiertelny w tym miejscu. Po wycięciu krzewów widać wyraźnie nadjeżdżający pociąg z dość dużej odległości. Czas przejazdu pociągu od chwili pojawienia się w lesie, do przejazdu, to grubo ponad pół minuty. Od zatrzymania samochodu do uderzenia przez pociąg minęło 10 sekund.  Na wysokości znaku STOP, czyli o 3 sekundy wcześniej, pociąg musiał być wyraźnie widoczny, gdyż przebył już ponad połowę dystansu od chwili wjazdu na prostą prowadzącą do przejazdu, a mimo to ani egzaminator, ani egzaminowana nie opuszczali pojazdu. Egzaminator opuścił go w ostatniej sekundzie przed uderzeniem, co zadaje kłam temu, że wjeżdżając zwracał uwagę na potencjalne zagrożenie. Gdyby to zrobił, mógłby zapobiec tragedii. Egzaminatora Edwarda R. z Gorlic broni znany wszystkim, nie tylko dyrektorom MORD, krakowski adwokat Władysław Pociej, ten sam który broni kierowcę samochodu marki Seicento w związku z kolizją rządowej limuzyny wiozącej Beatę Szydło.

Obrona usiłuje przerzucić winę na egzaminowaną. Słyszymy nawet, że to był już jej trzeci błąd podczas tego egzaminu, że to egzaminowanej zgasł silnik i nie umiała go uruchomić. Biegli sprawdzają, czy rzeczywiście, tak jak zeznał egzaminator, silnik zgasł egzaminowanej z powodu nagłego puszczenia sprzęgła, czy wręcz odwrotnie, czy przez nagłe zahamowanie bez wyciśnięcia sprzęgła, zdusił silnik egzaminator. Wg posiadanych informacji pojazd egzaminacyjny był wyposażony jedynie w dodatkowy pedał hamulca. Nie podlega dyskusji, że to egzaminator pozwolił, by pojazd wjechał na tory bez zatrzymania się w związku z nakazem znaku STOP.

Obecnie egzaminator, po uiszczeniu kaucji w wysokości 10 tyś. złotych, pozostaje na wolności. Poczekajmy zatem spokojnie  na rozstrzygnięcie prokuratury i sądu, co w tym drugim przypadku będzie trwało na tyle długo, że przestanie być medialne i śledzone  przez społeczeństwo oraz dziennikarzy. 

A tak przy okazji. Kto dziś pamięta wypadek spowodowany przez L-kę w 2007 roku, w którym zginęły aż dwie osoby? Przypomnę, ku przestrodze, jak różnie sprawę rozstrzygały wówczas sądy. Miejmy nadzieję, że i w tej sprawie sprawiedliwości stanie się zadość.

Po nieudanym egzaminie na placu manewrowym Mirosława D. dokupiła dodatkowe lekcje, które odbywały się niestety w trudnych warunkach atmosferycznych. Jezdnia była śliska z powodu opadów śniegu, a na dodatek wiał silny wiatr. W Rzeczycy (pow. bialski) kobieta straciła panowanie nad samochodem. L-ka  wpadła w poślizg i zderzyła się z prawidłowo jadącym z przeciwnego kierunku innym samochodem. Pasażerki biorących udział w zdarzeniu samochodów straciły życie.


Wtedy Mirosława D. została uznana przez sąd rejonowy winną spowodowania wypadku, za co wymierzono jej grzywnę i karę półtora roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata, zaś instruktor został skazany na dwa i pół roku więzienia bez zawieszenia kary oraz zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych na okres trzech lat.  Sąd Rejonowy w Radzyniu Podlaskim uznał zatem współwinę obu prowadzących pojazd kłamliwie twierdząc, że  masze prawo nie wyłącza z odpowiedzialności prawnej osoby kierującej samochodem pod nadzorem instruktora. Takie stanowisko przedstawił także prof. Ryszard A. Stefański, były zastępca prokuratora generalnego. 

Zdarza się, że Policja karze i dziś, w oparciu o to orzeczenie i opinię prawną eksperta z zakresu prawa o ruchu drogowym, kandydatów na kierowców za popełnione wykroczenia drogowe, co warto zapamiętać, jest  z ich strony naruszeniem obowiązującego prawa. Powinni odstąpić  od ukarania kandydata na kierowcę, karząc ewentualnie za wykroczenie, tylko gdy powstało realne zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym,  instruktora lub egzaminatora, albo skierować sprawę do sądu.

Mirosława D. uznała, że skoro nie posiada uprawnień do prowadzenia pojazdów mechanicznych, za jej bezpieczeństwo i bezpieczeństwo innych uczestników ruchu drogowego odpowiada instruktor nauki jazdy. Uznała zatem, że została skrzywdzona przez sąd i złożyła apelację od nieprawomocnego jeszcze wyroku. Sąd Okręgowy uniewinnił  oskarżoną o spowodowanie śmiertelnego wypadku podczas kursu nauki jazdy. Sąd uznał, że winę za spowodowanie wypadku ponosi wyłącznie instruktor, gdyż to on odpowiada za bezpieczeństwo w ruchu drogowym, w tym bezpieczną szybkość z jaką porusza się samochód nauki jazdy, tym bardziej, że posiada możliwość bezpośredniej interwencji.

P.S. We wtorek (28.08.2018 r.) w kościele w Chyżnem, rodzinnej miejscowości 18-letniej Angeliki, odbyła się jej msza pogrzebowa. Przed godziną 10 zmarłą żegnali członkowie rodziny - dwie siostry, brat oraz rodzice. "Dla świata byłaś tylko cząstką, dla Nas całym światem" - głosił nekrolog.

Ponieważ zeznania egzaminatora nie pokrywają się ze zgromadzonym materiałem dowodowym, prokuratura ponowiła wniosek o tymczasowe aresztowanie egzaminatora na 3 miesiące. Poza tym przeprowadzi w najbliższym czasie eksperyment procesowy, w którym sprawdzi, czy naciśnięcie hamulca przez egzaminatora tuż po minięciu znaku STOP mogło spowodować zatrzymanie samochodu na przejeździe,  włącznie z unieruchomieniem silnika, oraz w jakiej odległości od przejazdu znajdował się pociąg w chwili mijania znaku B-20 STOP i zatrzymania na torach, bo to, że w obu sytuacjach był widoczny na prostym odcinku szlaku kolejowego, nie budzi wątpliwości  prokuratury i biegłych.

Został też  przeprowadzony eksperyment procesowy.
www.youtube.com/watch?v=PVRZ1f9a9L0

Wg opinii biegłych samochód minął znak STOP przed przejazdem kolejowym z prędkością 17 km na godzinę. Odległość od tego znaku do pierwszej szyny to dokładnie 8 metrów 40 cm. a zatem egzaminator mógł zatrzymać pojazd przed torami, gdyż hamulce w samochodzie były sprawne.

Prokurator Józef Palenik powiedział, że nagrania z wnętrza samochodu egzaminacyjnego zachowały się w bardzo dobrym stanie. Ostatnią komendę egzaminator wydał na rondzie.  Powiedział: "Proszę teraz skręcić w prawo i jechać w kierunku przejazdu kolejowego". Bardzo dobrze słychać też sygnał ostrzegawczy zbliżającego się pociągu. Niestety nie ma żadnej komendy dotyczącej natychmiastowej ewakuacji z samochodu. Egzaminator nie wypiął też pasa bezpieczeństwa egzaminowanej. 


4 komentarze:

  1. Napiszę to po raz kolejny .Jeszcze można dać kilka przykładów, jak osoba egzaminowana popełnia błąd typu próba wjazdu na skrzyżowanie przy czerwonym świetle czy np. próba wjazdu na zakaz ruchu, egzaminator bezwzględnie i natychmiastowo z wyprzedzeniem powinien reagować i zatrzymać pojazd przed a nie za znakiem, dokładnie tak powinno być w tym przypadku, nie zatrzymanie pojazdu przed znakiem STOP to jedno, bagatelizowanie sygnału dźwiękowego przy krzyżu Św Andrzeja to drugie ,to już jest próba zabójstwa przez egzaminatora który nie reaguje na chęć popełnionego wykroczenia przez osobę egzaminowaną.Tłumaczenie że samochód zgasł (nawet gdyby to było przy ruszaniu ) jest niedorzeczne, samochód nie powinien się znajdować na torowisku wobec powyższego.Egzaminator miał zadbać od początku do końca o bezpieczeństwo osoby egzaminowanej bez względu na wynik końcowy egzaminu.Egzaminator do paki w innym przypadku będzie to blamaż ,kolejna nieudolność organów państwowych .Dziękuję za uwagę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ulega wątpliwości, że pojazd egzaminacyjny nie miał prawa wjechać na przejazd bez zatrzymania się w związku z nakazem znaku STOP i upewnienia się, że nie nadjeżdża pociąg, szczególnie że na tym przejeździe nie ma sygnalizacji ostrzegawczej. Jest jedynie znak STOP i informacja (znak G-3), że przejazd jest jednotorowy.

      Usuń
  2. Czy zwróciliście uwagę na stan drogi przed przejazdem i przed główką szyny?
    Widać na filmie, że jest dół w jezdni, a przed główką szyny jest próg.
    Gdyby nie było progu, to na pewno samochód by przejechał tory.
    Druga sprawa. Pociąg nadjechał 10 sekund po zatrzymaniu samochodu, a nie 19 sekund ja w powyższym tekście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za zabranie głosu w tej bulwersującej sprawie oraz na zwrócenie uwagi na błąd w literówce. Z nagrania wprost wynika, że od momentu zatrzymania pojazdu do uderzenia minęło 10 sekund.

      Ma Pan całkowitą rację, że stan jezdni na przejeździe kolejowym był i nadal jest fatalny. Wynika to z tego, że remont drogi nie przewidywał remontu przejazdu będącego własnością kolei.

      Wydaje się jednak, że nie ma tam aż takiego zagłębienia, by normalnie toczący się samochód z prędkością ok 17 km/godz, jak wyliczyli to powołani biegli, zatrzymał się nagle w "dziurze" przed szyną, chyba że mu ktoś w tym pomoże.

      Egzaminator w zeznaniu stwierdził, że zatrzymanie spowodowała egzaminowana puszczając nagle sprzęgło. Unieruchomienie dotyczyło zapewne silnika, gdyż najprawdopodobniej on wtedy trzymał naciśnięty pedał hamulca. Niewykluczone, że w wyniku jego działania koła znalazły się w zagłębieniu przed szyną, co utrudniło ruszenie niedoświadczonemu kierowcy. Nie znamy dokładnie miejsca zatrzymania, ale prokurator ma nagranie z kabiny maszynisty, więc dokładnie wie w jakim miejscu nastąpiło zatrzymanie i czy było to wina złego stanu przejazdu. Tak czy inaczej to egzaminator nie miał prawa dopuścić do wjazdu na przejazd (za krzyż św. Andrzeja) bez zatrzymania pojazdu. Przede wszystkim nie miał prawa do pozwolenia na wjazd bez upewnienia się, że wjazd jest bezpieczny, bo to jest tu istotą sprawy.

      Usuń